niedziela, 8 kwietnia 2012

IV. Claude x Grell - Zabawa szmacianą lalką

OSTRZEŻENIE:
Opowiadanie jest całkiem brutalne i przerażające. Szczególnie odradzam czytania arachnofobom! Jednak jeśli jesteś wystarczająco odważny... Czytaj.

    Ciężki, rzęsisty deszcz uderzał nienawistnie w ziemię przed posiadłością hrabiostwa Trancy. Czerwonowłosy shinigami z przestrachem naciągał na głowę swój piękny, karminowy płaszcz. Strach przed przemoknięciem włosów zwyciężył nad niepewnością zapukania do wielkich, rzeźbionych drzwi z herbem pająka. Grell sam nie wiedział, jakim cudem znalazł się w tym miejscu. Pamiętał tylko, że przybył na ziemię... No właśnie, w jakim celu? Nie pamiętał. Jak to się stało, że był w pobliżu akurat tej posiadłości? Była to tajemnica. Ból w łydkach był niemiłosierny, od biegu po mokrej ziemi. Od kiedy bóg śmierci bał się wody? Nie miał pojęcia. Gdy pod stopami poczuł wspaniałe, marmurowe schody odetchnął, ze swoistego rodzaju ulgą. Wspiął się po nich i wzniósł pięść, by zapukać w rzeźbione skrzydło drzwi. Jednak zanim to zrobił, drzwi się otworzyły, a stał w nich przystojny, skośnooki demon. Jego fryzura była w nieładzie, chociaż bałagan ten był niezwykle elegancki. Jego ubranie było absolutnie nienaganne, kruczoczarne. Złote oczy błyskały nietypowo w mdłym świetle świecy, którą dzierżyła dłoń w białej rękawiczce. Uderzenia kropli deszczu zagłuszył stukot małych obcasików, chłopięcych bucików. Na ten dźwięk, do żołądka Grella spadła wielka gruda lodu. Czyste przerażenie.
- Claude, kto to? Kolejny wędrowiec? Jak dziwnie wygląda!- zawołał Alois zbliżając się do boga śmierci. Na jego twarzy widniał szeroki, niemal straszny uśmiech. Sutcliffe z przerażeniem przełknął ślinę, na co demon zmrużył oczy. Jak piękny zapach miało przerażenie.
- To shinigami. Pewnie chce ukryć się przed deszczem- spokojnym, acz lodowatym głosem powiedział Fastus. Przy tym uśmiechnął się, ledwie widocznie. O tak, przerażenie pachniało przepięknie.- Zapraszamy, panie Grell.
- D-dziękuję- zupełnie blady czerwonowłosy, na miękkich nogach wszedł do obszernego holu. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że lokaj ściągnął z niego ukochany, krwisty płaszcz. Alois tylko zamrugał kilka razy i pobiegł, by wrócić do swoich zadań. Na stukot obcasów shinigami zadrżał przejmująco.
- Widzę, że pan zmarzł. Zaprowadzę pana, do gościnnego pokoju- melodyjny głos demona sprawił, że twarz czerwonowłosego zapłonęła. O co w tym wszystkim chodziło? Idąc za wysokim mężczyzną zagryzał wargi, mając dziwne przeczucia. Pokój, do którego został wprowadzony był bardzo elegancki, bordowo-złoty, z czarnymi przeplotami. Grell był pewny, że taki wystrój powinien wywoływać poczucie bezpieczeństwa i dawać ciepło. Jednak intuicja nie dawała mu spokoju.
- Za chwilę zostanie przyniesiona herbata- lokaj powiedział cicho, wprost do ucha boga śmierci. Na ten dźwięk czerwonowłosy zadrżał i aż drgnął, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Do pomieszczenia weszła kobieta, o jasnobłękitnych włosach i posiadająca czarną opaskę na oku. Zdawało się, że epatowała od niej dziwna moc. Pokojówka bez słowa postawiła tacę z przyborami do robienia herbaty, po czym ukłoniła się i wyszła. Claude podszedł do stolika, po czym zaczął przyrządzać napój. Że stał plecami do shinigamiego, mógł z łatwością ukryć, jakie składniki dodaje do gorącej wody. Mimo to robił to w sposób tak naturalny, że zwykły śmiertelnik nie zrozumiałby zagrożenia. Demon podał Grellowi piękną, porcelanową filiżankę, znad której wznosił się kusząco pachnący obłoczek.
- Dziękuję- powiedział czerwonowłosy, zupełnie zapominając o zagrożeniu. Zapach herbaty był bardzo intensywny, słodki i troszeczkę mdły. Miał też w sobie jakiś pierwiastek, który nie był mężczyźnie znany. Nieśmiało podniósł naczynie do ust, a gorąca para uderzyła w jego nozdrza, wywołując silne zawirowanie w głowie. Napił się gorącego napoju, który rozlał się wewnątrz niego i rozniósł po jego ciele poczucie senności i błogości. Uczucie tak przyjemne, że osunął się na ziemię łagodnie, jakby po prostu siadał. W ostatniej chwili Claude złapał filiżankę i odstawił ją na stolik.
- Miłych snów, panie Sutcliffe...- szepnął niskim, głębokim tonem, schylając się nad policzkiem Grella. Ten tylko zamrugał kilka razy, spoglądając na lokaja mętnym wzrokiem. Po tym ułożył się na miękkim dywanie i zasnął...

***

    Najpierw była nicość. Wielka, czarna głębia. Zupełnie nic dookoła, tylko ciemność. W tej ciemności był tylko Sutcliffe. W jednej chwili jednak rozbłysło potężne, oślepiające światło. Ze światła wyłonił się anioł, piękny, biały, majestatyczny. Z wielkimi skrzydłami i aureolą nad głową. Jego szata była nieskazitelna, ciągnąca się w powietrzu. Miał złote oczy i siwe włosy. Jego twarz była okrągła, ale nie miał podkreślonych cech kobiecych, ani męskich. Usta anioła rozwarły się szeroko, zobaczyć w nich się dało rząd pięknych, równych białych zębów. Jednak z głębi jego gardła wyrwał się przerażający, świdrujący krzyk. Wrzask, który mógłby zbudzić wszystkich martwych, ale również zniszczyć całą ziemię. Delikatna, porcelanowa skóra zaczęła odrywać się od pięknych lic, zostawiając okropne krwawe rany. Płaty skóry zmieniały się w pył, który wpychał się prosto do nozdrzy, ust i oczu Grella. To go dusiło, odbierało mu oddech. Cały język stał się suchy, ten popiół wysiąkał całą wilgoć z błon śluzowych. Jego oczy stały się ślepe, jednak dostrzegł nimi, że z ust okrwawionego anioła wybiegają olbrzymie pająki. Była ich niezliczona ilość. Wszystkie od razu poleciały wprost na Grella, wydając z siebie przerażające piski. Zaczęły obłazić jego nagie nogi, potem wpychać się między jego pośladki, dreptać po jego penisie. Okropne, włochate nóżki drażniły całe jego nagie ciało. Odwłoki pająków przesuwały się powolnie po białej, czystej skórze Sutcliffe'a. Kilka pająków połączyło się i uformowało w duży walec o zaokrąglonym końcu. Odnóżami rozwarły usta boga śmierci i wepchnęły się, wciskając wprost w jego gardło. Były włochate, drażniące, szorstko ocierały się o migdałki mężczyzny, którego oczy zaszkliły się, od suchych łez. Znów stracił przytomność...

***

    Ból skrępowanych dłoni i nóg był trudny do zniesienia. W dodatku krwawiące rany wzdłuż żeber i ud, zdawały się płonąć. Odór alkoholu, który był rozlewany prosto w jedną z nich, szybko ocucił Grella. Chciał wydać z siebie zbolały krzyk, ale uniemożliwiła mu to chustka wepchnięta między wargi i przytrzymana sznurem. Chciał spojrzeć w twarz oprawcy, jednak jego oczy były zasłonięte czarnym, zaskakująco miękkim szalem. W powietrzu rozległ się świst bicza, który smagnął prosto w brzuch czerwonowłosego. Ciepła krew spłynęła prosto na miękkiego, związanego penisa. Następnie dało się usłyszeć dźwięk odkorkowywania jakiejś dużej, pół pustej już butelki. Zimny płyn pociekł prosto na świeżą, krwawiącą ranę, co wywołało okrutne szczypanie i ból. Kolejne kilka uderzeń, następne krople spirytusu rozlewające się na rozcięcia skóry.
    Brutalnym ruchem Claude obrócił mężczyznę, tak, aby był wypięty. Oblizał butelkę z resztek alkoholu, patrząc na zmasakrowane ciało. Taki widok przynosił mu ulgę. Krew, alkohol... Najwyborniejsza mieszanka. Pochylił się i oblizał jedną z ran. Niezwykły metaliczny smak, zmieszany z rozgrzewającym aromatem czystego spirytusu. Demon był upojony bólem cierpiącego. Jego widok dawał mu poczucie przejmującej władzy czy potęgi. Niewyobrażalnie przejmujący stan. Obrócił butelkę, po czym bez żadnej zapowiedzi, bezszelestnie wepchnął w mężczyznę szklaną szyjkę. Zajrzał do niej, by dostrzec, jak wrażliwe mięśnie zwierają się na naczyniu. Wepchnął ją głębiej, by rozszerzyć ciasny odbyt. Usłyszał w odpowiedzi pisk, za co otrzymał siarczystego klapsa, prosto w świeżą ranę na pośladku. Drżenie boga śmierci podwyższyło ego lokaja. Przez tak długi czas poniewieranego, poniżanego... Błyszczące czerwienią oczy demona dostrzegły, jak pod wpływem parcia mięśnie pękają. Wszystko było pięknie widać przez szkło. Widok płynącej po udach krwi był tak uspokajający. Tak kojący zmysły...
    Grell bardzo chciał umrzeć. Chciał przestać czuć ten rozrywający ból. Czuł, jak ścięgna są rozciągane i wręcz rozszarpywane przez gwałtownie poruszającą się butelkę. W jego myślach nie dało się dostrzec niczego konkretnego. Wnętrze jego mózgu było czerwone od buzującej i rozlewanej krwi. Rozpacz, poczucie bezsilności i chęć zakończenia wszystkiego była niezwykle silna. Gdy próbował uwolnić dłonie z więzów otrzymał cios w kręgosłup z bicza. Czerwona, już nasiąkająca krwią pręga została oblizana przez demona. Gorący język jakby dawał ulgę, jednak było to uczucie bardzo złudne.
Gwałtowne ruchy butelką powoli traciły na sile. Mięśnie były za bardzo rozciągnięte, aby można było sprawiać nimi ból. Claude rozejrzał się, w poszukiwaniu jakichś kolejnych przyborów do tortur. Większość wykorzystał, gdy Grell był jeszcze nieprzytomny. Teraz tego żałował. Jednak nie pozostało mu nic innego, jak tylko wreszcie połączyć się z jego cierpieniem. Wyjął butelkę z jego mocno rozciągniętego odbytu, a zastąpił ją swoim penisem. Ach... Okrwawione, śliskie, dobrze rozciągnięte wnętrze. To było coś, czego było mu trzeba. Przycisnął się do pośladków podbrzuszem, aby gwałcony mógł poczuć go w swoich trzewiach. Zagryzł wargę i przymrużył oczy. Zacisnął mocno zęby na wardze, aby poczuć swoją krew, która strumieniem wypłynęła na język. Cudowny, metaliczny smak... Już po kilku gwałtownych ruchach mógł poczuć spełnienie, wylać wszystko do skrwawionego odbytu.
Sutcliffe poczuł okropny, szczypiący ból w swoim wnętrzu. sperma zawierała w sobie sole mineralne, co wżerało się w porozrywane ścięgna. Nareszcie mógł stracić przytomność, oddać się w ręce kogoś, kto nie sprawi mu bólu...

***

- Jak się spało, panie Grell?­- zapytał Alois, wskakując na brzuch shinigamiego. Ten tylko zgiął się i z przerażeniem otworzył oczy. Zamrugał, ale nie dostrzegł niczego nietypowego. Nie poczuł też żadnych ran na swoim ciele. Całkowicie do przytomności przywrócił mu siarczysty policzek od hrabiego.
- Mi się odpowiada!- warknął chłopak, po czym zeskoczył z łóżka. Zmarszczył brwi, po czym spojrzał na swojego lokaja.- Claude, masz go wyprowadzić z mojej posiadłości. Nie podoba mi się, jak on mnie traktuje.
- Tak, wasza wysokość.- odpowiedział lokaj, odprowadzając spojrzeniem swojego władce. Gdy Sutcliffe dostrzegł demona oblał go lodowaty pot, a w jego sercu zagościło przerażenie. Jednak mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.- Niech się pan przebierze, zaraz odwiozę pana do domu.
- T-tak...- wydukał Grell przez zaciśnięte gardło. Gdy tylko demon wyszedł, szybko naciągnął na siebie swoje ubranie, po czym zaczął szukać czegoś, co potwierdziłoby to, co się wydarzyło. A może był to sen...? Nie, tamten ból czuł naprawdę... Był tego pewien! Ciężkie przemyślenia, analizowanie tamtych wydarzeń sprawiło, że nie zwrócił uwagi, jak został wpakowany do powozu i wywieziony w głąb Londynu.
- Proszę, to najlepszy alkohol...- powiedział Claude, wciskając w dłoń shinigamiego paczuszkę. Następnie wypchnął go z powodu i odjechał, zostawiając za sobą kłąb pyłu. Grell niepewnie zajrzał do wnętrza papierowej torebki po czym osunął się omdlony na ziemię... Z opakowania wturlała się butelka, oblepiona zaschniętą krwią.


Inne opowiadania:
Niepełnoletni